|
‹‹ poprzedni artykuł strona główna następny artykuł ›› |
| Bye, bye Nicolas … czyli dlaczego Sarkozy musiał odejść? |
|
Nowy Rok Unia Europejska powitała już pod nowym kierownictwem. W sztafecie unijnych prezydencji, pałeczkę przewodzenia 27 państwom członkowskim przejęła na kolejne 6 miesięcy Republika Czeska. To dopiero drugie – po Słowenii - nowe państwo na tym stanowisku.
|
| |
„Prezydencja” – to do niedawna magiczne słowo, znane głównie specjalistom i opisujące funkcjonowanie Unii Europejskiej, teraz już na dobre zadomowiło się w naszym słowniku. Uzupełniane co pół roku nowym przymiotnikiem, wskazuje, które państwo w danym półroczu kieruje tą organizacją. I chociaż trudno sobie wyobrazić przedsiębiorstwo lub spółkę zarządzaną przez zmieniającego się, co parę miesięcy dyrektora lub zarząd, to właśnie tak od lat funkcjonuje Unia Europejska.
Co pół roku zmienia się kraj, który stoi na czele Unii, a jego premier (lub prezydent) staje się najważniejszym, unijnym przywódcą. To on musi się wykazać dyplomatyczną zręczno-ścią, skutecznością i polityczną odpowiedzialnością.
Drugie półrocze 2008 roku należało do Francji, a właściwie do jej prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. Trudno będzie nad tą prezydencją przejść szybko do porządku dziennego, a tym bardziej - ją zapomnieć. I to nie wyłącznie dlatego, że super energiczny Sarkozy okazał się zręcznym dyplomatą, dobrym mówcą, a nawet - przekonywującym aktorem.
Obserwowałam go dwukrotnie, z bliska i bezpośrednio, kiedy przemawiał do posłów w Strasburgu. Niewysoki, charyzmatyczny, lubi i potrafi czarować i uwodzić słuchaczy. Spokojny, logiczny, łatwo dobiera celne argumenty, nie obraża się i nie reaguje ani złością, ani złośliwością na krytykę, czy zwykłe poselskie zaczepki. Nawet wtedy, gdy padały złośliwości na temat najnowszej płyty jego ukochanej Carli! Nieco podobny w sposobie prezentacji do mistrza w kategorii uwodzenia tłumów - Tony Blaira, ale bez jego brytyjskiego wdzięku i lekkości. Zdecydowanie różny (na szczęście) od innych europejskich przywódców, którzy nie radzili sobie w parlamentarnej dyskusji, łatwo tracili nerwy lub po prostu niewybrednie obrażali posłów. Wysokie miejsce na liście kuriozalnych zachowań zajmuje z pewnością premier Włoch Sylvio Berlusconi. W lipcu 2003 roku, na sesji plenarnej PE, rozwścieczony krytyką niemieckiego posła, nie polemizował z nim, nie szukał argumentów merytorycznych, ale po prostu ni stąd, ni zowąd wypalił: Pan to możesz zagrać rolę kapo w kręconym we Wło-szech filmie o obozach koncentracyjnych …. Włochy sprawowały wówczas prezydencję UE, więc Berlusconi był przewodniczącym Rady Europejskiej. Wybuchł ogromny skandal.
Niekiedy zarzewiem wybuchu może być nawet niewinny gadżet. Nie tak dawno prezydenta Czech Vaclava Klausa, wyprowadziła z równowagi miniatura unijnej flagi, którą mu podarował kontrowersyjny niemiecki poseł Daniel Cohn-Bendit (z powodu przekonań politycznych i rudej czupryny nazywany od roku 1967 „czerwonym Danielem”, Dany le Rouge).
Francja, obok Niemiec, była zawsze uważana za motor unijnej integracji. Jednak w ostatnich latach miała poważne kłopoty ze swym wizerunkiem. W roku 2005, jej proeuropejską reputację mocno nadszarpnęło referendalne „nie” wobec konstytucji europejskiej. Ale to była era prezydenta Jacques’a Chiraca od której Sarkozy wielokrotnie się dystansował. Ostatnie półrocze 2008 roku postanowił zatem poświęcić na „odzyskanie pola” i ponowne, mocne osadzenie Francji w UE. Bardzo przy tym dbał o własny wizerunek: jawi się więc jako polityk niezwykle skuteczny (przy tym elastyczny), szybki w decyzjach i obecny zawsze tam, gdzie dzieje się coś ważnego, polityk niezastąpiony, bez którego nie można rozwiązać żadnego europejskiego problemu. Bywa także niekonwencjonalny, za co zresztą zbiera baty od francuskich mediów. Dziennikarze mają pretensje, że – jako Francuz (choć w połowie jest Węgrem) - nie zawsze się zachowuje jak magister elegantiarum (mistrz wytworności). Wszak to francuska TV do znudzenia przypominała sceny, gdy … zupełnie „po męsku” klepie on po ramieniu zaskoczoną Angelę Merkel, albo, gdy przekazuje swoją komórkę idącemu obok (jeszcze wówczas prezydentowi) Putinowi, mówiąc „słuchaj, Carla chce z Tobą porozma-wiać”. Do historii dziennikarstwa politycznego przejdzie pewnie jego rozmowa z Putinem przeprowadzona w sierpniu 2008, tuż po rosyjskiej agresji na Gruzję. Pogróżki Putina pod adresem Sakashwilego, (łącznie z groźbą „za co go powiesi”) nie zrobiły widocznie na Sarkozym większego znaczenia. Utrzymał powagę, załatwił sprawę i kolejny raz zadziwił Francuzów!
A teraz kilka słów o niektórych tylko osiągnięciach francuskiej prezydencji. Trzeba przyznać, że ostatnie półrocze Francji nie rozpieszczało. W lipcu, na ulicach Paryża policja musiała ochraniać znicz olimpijski. W tym samym czasie przywódcy europejscy zastanawiali się czy zbojkotować Olimpiadę, czy jednak pojechać do Pekinu? A za chwilę Francja musiała stawić czoła nie tylko kryzysowi gruzińskiemu i finansowemu, ale także posklejać Unię po irlandzkim „nie”. To właśnie Sarkozy uratował unijną jedność w wojnie gruzińskiej, doprowadził do zawieszenia broni między Rosja i Gruzją, a potem skłonił je do bezpośrednich rozmów. Najważniejszy jest "wspólny głos zjednoczonej Europy", a do przodu pójdziemy tylko wtedy, gdy w najważniejszych sprawach będziemy mówili jednym głosem, głosem kompromisu - przekonywał skutecznie.
Osiągnął także kompromis w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego. Proponowane, znaczne ograniczenia emisji CO2 wywołały przerażenie wśród nowych państw członkowskich, zwłaszcza tych, których gospodarki opierają się w 95% na węglu. Sarkozy te obawy łagodził i przyznał, że brak okresu ochronnego na obowiązek wykupu praw do emisji CO2, byłby dla tych państw rujnujący. A do krytyków – używając „polskiego straszaka”, powie-dział: zapytajcie Polaków czy podniesienie cen elektryczności o 300% uznają za społecznie odpowiedzialne?
Francuzi zamknęli też prace nad tzw. europejskim paktem w sprawie imigracji i azylu. Dzięki temu poprawi się kontrola na unijnych granicach, a Europa otrzyma nowe reguły przyjmowania legalnych imigrantów, wydawania im pozwoleń na pracę i pobyt (tzw. "błękitna karta", na wzór amerykańskiej – "zielonej"), a także wspólne zasady traktowania imigracji nielegalnej.
Majstersztykiem okazały się również zabiegi dyplomacji francuskiej w Irlandii. Jej rząd zgodził się na powtórne referendum w sprawie traktatu lizbońskiego! Niestety magia Sarkozy’ego nie zadziałała ani w Polsce, ani w Czechach. Prezydent Francji nie zdołał przekonać do podpisania traktatu lizbońskiego polskiego prezydenta, ani złagodzić eurosceptycznego tonu prezydenta Klausa. Obaj pozostali niewzruszenie odporni nie tylko na wdzięk Francuza i opinie własnych obywateli, ale także na argumenty prawne oraz … zwykły zdrowy rozsądek.
Osobiście będę dobrze wspominała prezydencję francuską. Dobry kontakt z prawnikami francuskimi i pełne wsparcie pani minister sprawiedliwości, Rachidy Dati, pozwoliły mi zakończyć prace nad rozporządzeniem w sprawie zobowiązań alimentacyjnych w UE. Pracowałam nad nim długo i cieszę się, iż wreszcie damy zabezpieczenie finansowe tym dzieciom, o których jedno z rodziców, przebywające poza swym krajem, chyba po prostu zapomniało. Kto nie płacąc alimentów ucieka za granicę w przekonaniu, że pozostanie bezkarny – bardzo się myli! Teraz ręka europejskiego wymiaru sprawiedliwości go znajdzie i wyegzekwuje należne dziecku alimenty! Wiele kobiet powie - nareszcie! No cóż, lepiej późno, niż wcale ...
Podążanie śladami Francji, a zwłaszcza jej superaktywnego prezydenta będzie - jak widać - trudne dla każdego kolejnego kraju. Czy można, zatem oczekiwać, że nieobecna w strefie euro, 10 milionowa Republika Czeska, która obecnie przejęła prezydencję w UE, odegra podobną rolę, jak jej poprzedniczka? No cóż, życzmy naszym południowym sąsiadom udanej prezydencji i trzymajmy za nich kciuki. I uważnie się im przyglądajmy, bo już za niecałe 30 miesięcy, 1 lipca 2011, Polska przejmie unijną pałeczkę. Oj, będzie się wtedy działo!
|
| 2009-01-10 |
Dodaj swój komentarz
|
| Komentarze |
| Rafał Sudoł 2009-01-11 12:28:10 |
| Pan Prezydent Kaczyński mogłby już zaczać brać korepetycje u Pana Nicolasa Sarkozy?ego, biorąc pod uwagę wcale nie odległą perspektywę polskiej prezydencji w UE. Pisze Pani Profesor w ostatnim zdaniu o tym, że będzie się wtedy działo. W to nikt w kraju nad wisłą nie wątpi... |
|
|
|