‹‹ poprzedni artykuł   strona główna   następny artykuł ››
Blaski i cienie członkostwa Polski w Unii Europejskiej
W maju br. minęło pięć lat naszej obecności w Unii Europejskiej. W perspektywie bliskich wyborów do Parlamentu Europejskiego warto zastanowić się nad bilansem minionego pięciolecia, wskazać korzyści płynące z naszego członkowska, ale i zastanowić się co i dlaczego nam się nie udało.
Nasze członkostwo w UE niewątpliwie przyniosło pozytywne efekty. Najczęściej oceniamy je przez pryzmat gospodarki. To oczywiste, że płynące do Polski fundusze unijne coraz widoczniej zmieniają nasz kraj i niwelują różnice w rozwoju. Zarządzając tymi funduszami zdobywamy nowe doświadczenia, uczymy się konkurencyjności oraz sprawności w administrowaniu. Generalnie – w płaszczyźnie skutków ekonomicznych – członkostwo w UE bardzo nam się udało. Polska (i także nasz region) staje się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem dla inwestycji, ma znakomitych fachowców, a także duży potencjał rozwojowy. Możemy, więc mówić o autentycznym sukcesie, który potwierdzają zresztą nie tylko suche dane statystyczne, ale przede wszystkim odczucia wielu grup społecznych, odzwierciedlone w wynikach polskich i europejskich sondaży (obecnie 88% zwolenników UE, w porównani z 58% w czerwcu 2003).

Tak oczekiwane przez Polaków otwarcie rynków pracy w państwach „starej Unii” przyniosło - poza wymiarem ekonomicznym - określone skutki społeczne. Wyjeżdżają, już niemal masowo ludzie młodzi i dobrze wykształceni. W kraju zmniejszyło się co prawda bezrobocie i wzrosły płace w kilku deficytowych zawodach, ale jednocześnie zaczyna brakować rąk do pracy. To dzwonek alarmowy! Za kilka lat (2011), gdy znikną w Unii wszelkie bariery w swobodnym przepływie pracowników, możemy mieć jeszcze poważniejsze kłopoty. Oczekiwanie, że "jakoś to będzie", bez podjęcia środków zaradczych i to zarówno w sferze gospodarczej, jak i społecznej, może tylko pogorszyć naszą sytuację.

Trudno natomiast dostrzec znaczący wpływ naszego członkostwa w UE na funkcjonowanie polskiej sceny politycznej. W działalności i zachowaniach naszych polityków z trudem przebijają się wartości i standardy niemal powszechnie obecne w zachodnich demokracjach takie, jak: sztuka kompromisu, poszanowanie przeciwnika politycznego jako człowieka, kultura w dyskursie politycznym, odpowiedzialność za słowo, czy wreszcie - szacunek dla prawa. Być może zapisanie w prawie i teoretyczne przyswojenie podstaw demokratycznego działania jest dla polityków łatwiejsze i następuje szybciej, niż ich wdrożenie do codziennej praktyki.

Członkostwo w UE ma także wpływ na poszczególne grupy społeczne: kobiety, dzieci, mniejszości, niepełnosprawnych, czyli – na pozycję ludzi słabszych, a nawet społecznie wykluczanych. Można odnieść wrażenie, że te grupy wiążą z obecnością w UE szczególne oczekiwania. Liczą, że to Unia pomoże im w osiągnięciu lepszej pozycji na rynku pracy, w gospodarce, czy w polityce – słowem w życiu. Oczekują, że unijne zasady zmuszą ich państwo do stworzenia przyjaznego im środowiska nie tylko na gruncie prawnym, ale i w codziennej praktyce. Unia jawi się więc jako "ostatnia deska ratunku" lub czasem - jako "policjant", który przywoła do porządku i zadziała wówczas, gdy zawiodą mechanizmy odpowiedzialne w kraju za ochronę praw tych grup.

Minione pięć lat pokazało również, że Europejczyków łączy wielka troska o pokój w Europie i na świecie, walka z globalnymi zagrożeniami takimi jak: międzynarodowy terroryzm, czy zorganizowana przestępczość. Zamachy w Londynie, czy Madrycie udowodniły, że w tej walce Europa musi działać wspólnie. Tak właśnie tworzy się europejska solidarność, dzięki której możemy razem, w gronie 27 państw, stawić czoło wielkim wyzwaniom XXI wieku, takim jak: terroryzm czy zmiany klimatyczne, a także liczyć na Unię w ważnych sprawach indywidualnych, jak np. zniesienie rosyjskiego embarga na polskie mięso.

Niestety, do zrealizowania planów i zamierzeń unijnych „ojców założycieli” sprzed półwiecza droga jeszcze daleka. Pełna integracja jeszcze się nie dokonała, nadal mamy widoczny w praktyce (nie w prawie) podział na „starą”, bogatą Unię i na „nową dwunastkę” obejmującą państwa przyjęte po roku 2004, już z definicji uboższe i ciągle „na dorobku”. Musimy jednak iść dalej, zasypywać dzielące nas różnice ekonomiczne i dla wspólnego, a także – naszego, indywidualnego dobra nauczyć się czuć Europejczykami, nie przestając zarazem być Polakami, Włochami czy Francuzami. Aby to osiągnąć powinniśmy ciągle mieć w pamięci zarówno unijne motto, że jesteśmy „Zjednoczeni w różnorodności”, jak i trafne motto prezydencji niemieckiej, że „Europa uda nam się tylko wspólnie”.
2009-05-14

Dodaj swój komentarz

Nick / imie:
 
Komentarze
Brak komentarzy - Twój może być pierwszy