|
‹‹ poprzedni artykuł strona główna następny artykuł ›› |
| Nowy początek… |
|
Od mojego ostatniego wpisu minęło już wiele, wiele dni. Aż nie do wiary, że czas biegnie tak szybko. Dla blogujących czas odmierzają głównie wydarzenia z życia publicznego, i to zarówno te wielkie ze sceny międzynarodowej, jak i te małe, ale jakże ważne dla społeczności lokalnych. A przecież oprócz tego, każdy z nas ma swoje normalne życie, pełne obowiązków, radości i trosk, które także czasem przesączają się na strony bloga.
|
| |
W czerwcowych wyborach do PE moja lista, chociaż jej europejski program specjaliści uznali za najlepszy, nie uzyskała wystarczającego poparcia. Widocznie tak miało być! Nigdy nie spieram się z losem, bo już wielokrotnie przekonałam się, że w finale to właśnie on ma rację. Ale pragnę raz jeszcze gorąco podziękować tym spośród Państwa, którzy - pomimo ogłaszanych sondaży – oddali na mnie swój głos. Bardzo to sobie cenię!
Także w czerwcu uczestniczyłam we wspaniałym Kongresie Kobiet Polskich, a potem przyszły oczekiwane wakacje. Dopiero w tym roku mogłam poznać ich prawdziwy smak i chociaż trochę bezkarnie poleniuchować. Zwłaszcza, że najbliżsi gorąco mnie do tego zachęcali.
Jesień 2009, to czas pełen wyzwań, zmian na scenie politycznej zarówno w kraju, jak i w Europie. Po długich bojach wszedł w życie Traktat Lizboński. To dobrze, że nie zdołali go zablokować: ani przerażeni kryzysem Irlandczycy, ani główny anty-Europejczyk prezydent Czech, Vaclav Klaus, ani ociągający się z jego ratyfikacją, panujący nam aktualnie nasz Prezydent, ani nawet - niemiecki Trybunał Konstytucyjny. Europa, a więc i my, będziemy pewnie jeszcze nie raz wracali do tego dokumentu. Wszak to TL określa teraz kształt europejskiej współpracy, a więc także możliwości naszego państwa, naszych regionów, a nawet powiatów i gmin. I im lepiej poznamy arkana tej europejskiej gry, tym łatwiej i skuteczniej będziemy się w Europie poruszali. Wszak chodzi o to, aby Poska - z pasywnego nowicjusza - stała się w Unii Europejskiej aktywnym i liczącym się graczem.
Działo się w minionym półroczu wiele także w naszym kraju. I nie tylko odpryski europejskich decyzji mam na myśli. Dyskusja wokół idei parytetu, pokłosia Kongresu Kobiet Polskich, rozgrzewa do białości nie tylko dobrą na wszystko posłankę Nelly, ale i specjalistę od dusz kobiecych, posła Gowina. A trzeba o równym traktowaniu mówić, pisać i przypominać. Zwłaszcza o autentycznie życzliwej i pomocnej kobietom, prorodzinnej polityce innych europejskich rządów. Mam wrażenie, że nasze śląskie kobiety, poza widoczną już grupą inicjatywną, wciąż nie bardzo wierzą, że mogą coś w tej materii zmienić na lepsze. Z pewnością powrócę do tej sprawy.
W TV afera aferę pogania, aż strach włączyć telewizor! Ale nad jedną tzw. hazardową warto się chwilę zatrzymać. I to nie dlatego, że jej aktorzy (i to spośród aktualnie rządzących) upodobali sobie cmentarz, czy „Pędzącego królika”. Warto się przyjrzeć jak z lobbyngiem przy tworzeniu prawa radzi sobie Unia Europejska i jak robią to inne państwa. I wcale nie trzeba szukać ani oryginalnych rozwiązań, ani wyważać drzwi, bo one już dawno zostały przez innych otwarte. Trzeba tylko CHCIEĆ, chcieć wziąć z nich dobry przykład. Ale wtedy nie byłoby ani płaszczyzny, ani możliwości działania dla „Zbycha”, „Rycha, „Mira” lub im podobnych. No i media nie miałyby się czym podniecać.
Drugą stroną tego medalu jest hazard on-line. Czasy zręcznego magika od „trzech kart”, który przy pomocy kumpla potrafił na bazarze wciągać tłumy w hazardowy wir definitywnie minęły. Teraz każdy, nie wychodząc z domu, może odwiedzić wirtualne kasyno, zasiąść do ruletki, pokera czy blackjacka. Wystarczy komputer z wejściem do internetu. Ale przegrane pieniądze nie będą - niestety - wirtualne! Czy zatem polska ustawa, a może unijne prawo, mają szansę zapanować nad takim hazardem, ukrócić go lub przynajmniej chronić przed nim najmłodszych i najuboższych?
I kolejne z serii prostych, „europejskich” pytań: dlaczego Unia likwiduje nam stare, dobre żarówki, do których od lat przywykliśmy, a proponuje nowe, bardziej energooszczędne? Czy rzeczywiście chodzi o ochronę środowiska, czy też, jak podejrzewają niektórzy, są to efekty skutecznych zabiegów producentów żarówek nowej generacji? A co z ociepleniem klimatu, zobowiązaniami do redukcji CO2 oraz zastąpienia tradycyjnej energii (pochodzącej np. z węgla), energią odnawialną? Co prawda teraz, gdy dopadła nas sroga zima nie bardzo się nam chce w to ocieplenie wierzyć. Ale sprawa wcale nie jest ani taka prosta, ani jednoznaczna.
Takich pytań-problemów, które wymagają jeśli nie głębokiej dyskusji, to chociaż naszej przelotnej uwagi, jest dużo, dużo więcej. I pomimo, że często wykraczają poza nasze regionalne podwórko, to ich konsekwencje wcześniej czy później do nas wrócą i dotkną nas wszystkich. Dlatego myślę, że nie wolno chować głowy w piasek, powinniśmy o tych sprawach rozmawiać i szukać odpowiedzi na ważne dla nas pytania. Zapraszam!
|
| 2010-02-11 |
Dodaj swój komentarz
|
| Komentarze |
| Rafał Sudoł 2010-02-11 12:43:17 |
| No cóż parytety, to chyba nie jest najlepsze rozwiązanie. Otóż sugeruje ono, takie rozwiązanie zamiast promować kobiety sugeruje, że nie są one na tyle zdolne i przedsiębiorcze, aby samodzielnie, bez dodatkowego wsparcia osiągnąć sukces. Może być to też niezgodne z konstytucją, jako że kobiety i mężczyźni powinni mieć równe prawa, a nie identyczną liczbę krzeseł. W różnych grupach demograficznych w zależności od wieku, zawodu, wykształcenia i miejsca zamieszkania kobiet jest raz nieco mniej, innym razem nieco więcej niż 50 procent. W jednych miejscach trzeba będzie zapewne ograniczyć liczbę kobiet, w drugich dokooptować je niezależnie od kompetencji, doświadczenia i dorobku. Po co?
I kwestia najważniejsza i zapewne kluczowa: wprowadzenie parytetu w radach naukowych jest dla kobiet obraźliwe, bowiem w istocie rzeczy kwestionuje ich możliwości intelektualne i zdolność do zajęcia miejsca w radach bez otrzymania dodatkowych ?punktów? o pozamerytorycznym charakterze.
To taki mój punkt widzenia na tę sprawę. W komentarzu wykorzystałem fragmenty listu otwartego Kobiet w sprawie projektu parytetów ze strony www.parytety.pl
Z przesłaniem tego listu w pełni się utożsamiam, bo prawdziwe problemy kobiet leżą jednak gdzie indziej. I o tych problemach należy mówić i próbować je rozwiązywać. |
|
|
|