|
‹‹ poprzedni artykuł strona główna następny artykuł ›› |
| Jeszcze o unijnych prezydencjach… |
|
“Prezydencja”- magiczne słowo, którym do niedawna posługiwali się tylko specjaliści weszło już na dobre do naszego codziennego słownika. Uzupełniane, co pół roku nowym przymiotnikiem, wskazuje, kto – w danym czasie – kieruje Unią Europejską. I chociaż trudno sobie wyobrazić przedsiębiorstwo lub spółkę zarządzaną przez zmieniającego się, co parę miesięcy dyrektora lub zarząd, to właśnie tak funkcjonuje Unia.
|
| |
Co pół roku zmienia się kraj, który stoi na czele Rady Unii Europejskiej, a jego premier staje się najważniejszym, unijnym przywódcą. To on musi się wykazać dyplomatyczną zręcznością, skutecznością i polityczną odpowiedzialnością. Państwa przygotowują się do swoich prezydencji niezwykle starannie, kreślą półroczne programy działania, wskazują priorytety, starają się znaleźć własne specjalności, o których Unia będzie pamiętać przez kolejne lata. Każde państwo chce się pokazać z jak najlepszej strony, pozostawić po sobie jak najwięcej załatwionych spraw.
Z minionych, szczególnie ważnych dla Polski prezydencji, zapamiętamy duńską w czasie której zakończyliśmy pomyślnie negocjacje w sprawie naszego członkostwa w UE, grecką – kiedy w Atenach podpisaliśmy Traktat Akcesyjny (2003), a także irlandzką – gdy 1 maja 2004, po raz pierwszy powędrowała na unijny maszt polska flaga. Prezydencja Luksemburga (2005) przyniosła dobry dla Polski budżet na lata 2007-2013, a prezydencja brytyjska z charyzmatycznym Tony Blairem oklaskiwanym w Parlamencie Europejskim nawet przez Francuzów, wniosła pomysły na innowacyjną Unię i walkę z terroryzmem. Rok 2006 należał do Austrii i Finlandii, które bardzo się starały o zapewnienie wszystkim obywatelom UE "europejskiego modelu życia". W czasie prezydencji niemieckiej (2007) Angela Merkel „potrząsnęła” Europą budząc ją z instytucjonalnego marazmu po szoku wywołanym francuskim i holenderskim "nie" wobec Konstytucji Europejskiej. Ale dopiero podpisanie Traktatu Lizbońskiego (13.12.2007) w czasie prezydencji portugalskiej sfinalizowało dyskusję o przyszłości Europy.
Słowenia, pierwsze „nowe” państwo sprawujące unijną prezydencję, włączyła do wielkich priorytetów sprawy ważne dla przeciętnego człowieka, min. walkę z rakiem. Prezydencja francuska (2008), musiała się zmierzyć ze skutkami wojny w Gruzji oraz dylematem, jak się zachować wobec łamiących prawa człowieka Chin, jednocześnie gospodarza igrzysk olimpijskich. Prezydencja czeska (2009), poradziła sobie co prawda, ze sprowokowanym przez Rosję kryzysem energetycznym, ale po wewnętrznej awanturze zakończyła się zmianą rządu. A o ówczesnym premierze Topolanku usłyszeliśmy dopiero przy okazji słynnych „bunga bunga” premiera Berlusconiego. Hiszpanie poprowadzili swoją prezydencję min. pod hasłem równości i walki z przemocą wobec kobiet, a Belgowie (2010), zmuszeni sytuacją wewnętrzną (brak rządu), postawili na wzmocnienie władzy przewodniczącego UE, Hermana Van Rompuya (wszak Belga).
Od 1 lipca do 31 grudnia 2011 przewodnictwo w Unii Europejskiej sprawuje Polska. Oficjalne trzy priorytety, uzgodnione z kolejnymi prezydencjami: duńską i cypryjską, to: Integracja europejska jako źródło wzrostu, Bezpieczna Europa oraz Europa korzystająca na otwartości.
Pierwszy – wymaga do Polski stawienia czoła kryzysowi gospodarczemu, zwłaszcza w kontekście pomocy dla Grecji. Są i inne zagrożone kryzysem państwa, tzw. grupa PIGS (ang. świnki). Skrót pochodzi od pierwszych liter: Portugalia, Irlandia, Grecja, Spain (Hiszpania). Zagrożenie kryzysowe zostało ostatnio nieco przygaszone w Irlandii, ale nie wiadomo, czy "I" nie zostanie zastąpione przez Włochy (Italy). Oczekuje się, że pod polskim kierownictwem UE znajdzie środki zaradcze, które ustabilizują kryzys. A może właśnie Polska, państwo spoza strefy euro, ale nie objęte kryzysem i z wyraźną perspektywa wzrostu gospodarczego, znajdzie właściwe lekarstwo na pobudzenie europejskiej ekonomii?
Bezpieczna Europa – to kwestia szeroko rozumianego bezpieczeństwa, zarówno indywidualnego (brak zagrożeń dla obywatela na ulicy, w domu, wolność od przemocy w rodzinie, wobec dzieci, osób słabszych), jak i zbiorowego (bezpieczeństwo energetyczne, ekologiczne, zdrowotne). W ramach tego priorytetu Polska powinna poruszyć sprawę niekorzystnego usytuowania gazociągu Rosja – Niemcy; odnieść się do alternatywnych źródeł energii (gaz łupkowy) i propozycji dalszego obniżania limitów emisji CO2; załatwić sprawę rosyjskiego embargo na warzywa z UE; propagować zdrową, wolną od GMO, żywność; inicjować projekty na rzecz zdrowia obywateli UE. I tu mamy ciekawy pomysł, aby rozpowszechnić sprawdzoną w Polsce inicjatywę badań przesiewowych noworodków w kierunku wrodzonych wad słuchu. Zrobilibyśmy coś ważnego dla zwykłych ludzi – dla dzieci, ich rodziców, dla społeczeństwa.
Trzeci priorytet to - Europa otwarta. Otwarta na prawa człowieka, na swoich bliższych i dalszych sąsiadów, w tym - na Wschód. I tu Polsce bardzo zależy na wdrożeniu dobrego programu - Partnerstwa Wschodniego, obejmującego współpracę UE z Armenią, Azerbejdżanem, Białorusią, Gruzją, Mołdową i Ukrainą. Polska dyplomacja będzie musiała poradzić sobie zarówno z politycznymi konsekwencjami nieakceptowanej przez UE polityki Łukaszenki, jak i przekonać Unię, że wschodni sąsiedzi zasługują co najmniej na podobne zainteresowanie i finansowe zaangażowanie, jak państwa południa Europy. Polskie przesłanie jest bardzo czytelne: Europa powinna okazać więcej zdecydowania w kształtowaniu swego najbliższego sąsiedztwa. Wszak chodzi o rozszerzenie, wzmocnienie i rozwój europejskiego obszaru bezpieczeństwa i stabilności.
Nakreślone przez polski rząd priorytety zaprezentował przed Parlamentem Europejskim w Strasburgu premier Donald Tusk. Jego wystąpienie zostało bardzo dobrze przyjęte i wysoko ocenione przez wszystkie główne siły polityczne, a polska prezydencja rozbudziła ogromne oczekiwania w całej Europie.
Trzeba jednak pamiętać, że prezydencja trwa tylko sześć miesięcy. Czy Polsce wystarczy czasu i energii, aby zrealizować tak szerokie priorytety? Zwłaszcza, że życie uzupełnia rządowe scenariusze dorzucając do oficjalnych priorytetów nowe konflikty polityczne, katastrofy i kataklizmy naturalne, itp. Polska otrzymała w spadku po Węgrzech kilka spraw niezałatwionych, w tym - problem uchodźców z Afryki Północnej, czy zapowiedzi wprowadzenia kontroli na granicach niektórych państw, członków UE.
I wreszcie zagrożenia. Pierwszym jest czas. Nasza prezydencja przypada na drugą, mniej efektywną połowę roku. Pamiętam, jak na krytykę włoskiej prezydencji (2003) w Parlamencie Europejskim zareagował Silvio Berlusconi. Odpowiedział posłom tak: „Czego wy właściwie chcecie, kiedy mieliśmy pracować? Najpierw były dwa miesiące wakacji, potem dwa miesiące do pracy i zaraz zrobiły się święta”. To oczywiście jest złe podejście, ale nie da się ukryć, że polska prezydencja przypada właśnie na półrocze nie sprzyjające efektywnej pracy.
Drugie zagrożenie, to obawa przed przeniesieniem na unijne forum naszych wewnętrznych sporów, słowem eksport „wojny polsko-polskiej”. Należy baczyć, aby w ferworze kampanii wyborczej nie zniszczyć dobrego, europejskiego wizerunku Polski. Na czas prezydencji warto więc zakopać topory wojenne i wspólnie realizować nasze priorytety, pokazać Polskę jako państwo o ustabilizowanej polityce wewnętrznej, które potrafi (chociaż przez sześć miesięcy) mówić na zewnątrz jednym głosem, być skutecznym i efektywnym politycznym liderem Europy.
Jacques Delors powiedział kiedyś, że powodzenie europejskiego projektu zależy od tego, czy ,,tchniemy w Europę duszę”. Czy polska prezydencja odnajdzie tę ,,nową, europejską duszę”, czy powstrzyma coraz bardziej widoczne nacjonalizmy, czy zarazi entuzjazmem i potrzebą wspólnego działania pozostałe państwa członkowskie? Mamy tę szansę i powinniśmy ją wykorzystać!
|
| 2011-07-17 |
Dodaj swój komentarz
|
| Komentarze |
| Brak komentarzy - Twój może być pierwszy |
|
|
|